8 sierpnia to data rozpoczęcia jednych azjatyckich igrzysk olimpijskich w XXI wieku (w Pekinie) i data zakończenia drugich – tych w Tokio. Miało to być niezwykłe i znakomicie opakowane wydarzenie, jednak pandemia trochę je zmieniła. Choć przyznać trzeba, że dzięki temu na pewno będą to igrzyska niezapomniane.
W momencie gdy igrzyska w Tokio przekładano z 2020 na 2021 rok, nie była to już nawet niespodzianka. Na świecie szalała pandemia, z obawy przed nią wszystkie wydarzenia były odwoływane, a największa sportowa impreza, na którą miało zjechać setki tysięcy sportowców i kibiców z całego świata, nie należała – mówiąc delikatnie – do najbezpieczniejszych w takiej sytuacji.
Problem rozpoczął się, kiedy 2021 rok również przestał wydawać się bezpieczny. Mówiono o tym, że igrzyska albo odbędą się w 2021 roku albo nie odbędą się wcale. A Japończycy zaczęli sugerować, że faktycznie mogą być odwołane. Ostatecznie odbyły się, choć w wyjątkowo ponurej scenerii – bez kibiców i w reżimie sanitarnym.
Czy nieco pozbawiło to nas emocji? Oczywiście, choć chyba bardziej samych sportowców. Przed telewizorami w kluczowych, emocjonujących momentach, odczuwało się to znacznie mniej. A i sportowcy, mogący przemieszczać się pomiędzy arenami, swoje tutaj zrobili co najmniej na kilku arenach.
Dobrze, że igrzysk nie odwołano – byłaby to sportowa tragedia dla wszystkich – sportowców, kibiców czy organizatorów. Pięć lat pracy, często niezwykle ciężkiej i naznaczonej problemami, poszłoby na marne. A tak przynajmniej była szansa zamienić je na medale. Niektórzy wręcz zrobili to po raz pierwszy, jak San Marino. Albo po raz pierwszy zdobyli złoty medal, jak Bermudy czy Filipiny. Ostatecznie medale zdobyły 93 kraje, z czego aż 65 usłyszało swój hymn na najwyższym stopniu podium (obie liczby to rekordy igrzysk).
Nie wszystkim się to udało, ale Polakom – trzeba przyznać – poszło całkiem nieźle. 14 medali (4 złote, 5 srebrnych i 5 brązowych) to najlepszy wynik w XXI wieku, przebity „sufit” 11 krążków, a także powrót do top 20 klasyfikacji medalowej (ostatecznie skończyliśmy na 17. miejscu). Zaczęliśmy nie najlepiej, ale całe igrzyska przyznały rację tym, którzy mówili „spokojnie, nasze dyscypliny są dopiero później!”. Bo naszą dyscypliną była niewątpliwie lekkoatletyka. Zdobyliśmy w niej 9 medali, co jest najlepszym występem lekkoatletów w historii polskich igrzysk. Więcej medali od nas w tej dyscyplinie zdobyli jedynie Amerykanie. W końcu nie musimy mówić o potencjalnym drugim wcieleniu „Wunderteamu” – ono właśnie nastąpiło!
Czy martwi nas fakt, że medale zdobyliśmy jedynie w pięciu dyscyplinach? Z jednej strony trochę tak, a z drugiej specjalizacja może okazać się sposobem na kolejne sukcesy. Utrzymanie poziomu w lekkoatletyce oraz wykorzystanie większej ilości szans w kajakach i wiosłach i nasza przyszłość może wyglądać naprawdę nieźle. A są też dyscypliny, w których mimo braku medalu widać progres.
To jednak rozmowa na później (co zresztą pewnie na łamach newonce.sport przeczytacie). Teraz cieszmy się z najlepszych igrzysk w XXI wieku, bo naprawdę jest z czego. Nie wykorzystaliśmy wszystkich szans? Oczywiście, że nie. Mając ich dużo żaden kraj nie jest w stanie tego zrobić. Były czwarte miejsca? No pewnie, że były, zawsze są. Miejmy nadzieję że nasi pechowcy otrzymają dodatkową motywację i jeszcze sobie to odbiją. A teraz cieszmy się z tych, którzy swoje szanse wykorzystali do maksimum:
Złote: Anita Włodarczyk – rzut młotem
Wojciech Nowicki – rzut młotem
Justyna Święty-Ersetic, Natalia Kaczmarek, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Karol Zalewski, Kajetan Duszyński, Dariusz Kowaluk – sztafeta mieszana 4x400 metrów
Dawid Tomala – chód na 50 kilometrów
Srebrne:
Katarzyna Zillmann, Maria Sajdak, Marta Wieliczko, Agnieszka Kobus-Zawojska – wioślarska czwórka podwójna
Karolina Naja, Anna Puławska – kajakarska dwójka na 500 metrów
Maria Andrejczyk – rzut oszczepem
Agnieszka Skrzypulec, Jolanta Ogar-Hill – żeglarska klasa 470
Justyna Święty-Ersetic, Natalia Kaczmarek, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Anna Kiełbasińska – żeńska sztafeta 4x400 metrów
Brązowe:
Patryk Dobek – bieg na 800 metrów
Karolina Naja, Anna Puławska, Justyna Iskrzycka, Helena Wiśniewska – kajakowa czwórka na 500 metrów
Tadeusz Michalik – zapasy, styl klasyczny do 97 kilogramów
Malwina Kopron – rzut młotem
Paweł Fajdek – rzut młotem
Wspaniała grupa olimpijczyków, którą zapamiętamy już na zawsze. Mamy w niej całą masę multimedalistek, a jedna z nich – Karolina Naja – została chorążym na ceremonii zamknięcia igrzysk. Piękna nagroda za łącznie już cztery medale olimpijskie, a może i motywacja, by dotrwać jeszcze do Paryża, choć to pozostawmy samej Karolinie – cztery medale olimpijskie to coś wyjątkowego samo w sobie.
Dla naszych wybitnych medalistów ogromne gratulacje i podziękowania za całą masę emocji, dla tych, którym tym razem się to nie udało – do zobaczenia w Paryżu!
Tekst powstał we współpracy z Samsung Polska.
